o przyswajaniu i wdrażaniu wiedzy

Wartościowe materiały

Po czym poznać, że materiał który przerabiasz jest dobry? Choćby po tym, że jest godzina 3:25 nad ranem, zapisałeś już 66 stron A4 w Wordzie i dalej nie możesz się oderwać od materiałów!

Ten wpis powstaje właśnie w takiej sytuacji jako odskocznia od zdobywanej wiedzy. Chciałbym tu podzielić się moim sposobem na jej przyswajanie. Całość narodziła się gdy jeszcze występowałem jako iluzjonista, a w pociągach byłem częściej niż w domu. Podróż niezależnie od odległości zawsze wydaje mi się za długa, a nawet najciekawsze zajęcia się nudzą. Potwierdzą to moi współpasażerowie, którzy po pewnym czasie mieli dość nawet najlepszych sztuczek.

Bardziej pożyteczną opcją (i mniej stresującą dla pasażerów) stało się zdobywanie wiedzy. A raczej jej pochłanianie. Przygarniałem z otwartymi ramionami wszystko co wpadło mi w ręce – książki, podcasty, szkolenia, wykłady ASBIRO, dłuższe posty na Facebooku oraz inne rzeczy, które miały wartość merytoryczną większą niż rozkład jazdy pociągów.

Jednak co z tego, że przeczytam nawet całą bibliotekę, jeśli i tak 90% rzeczy z nich zapomnę?

Ludzie-Wodospady, czyli lanie wody

Jak zauważyłem, wszyscy autorzy powyższych materiałów „leją wodę”. Jedni mniej, drudzy bardziej, a niektórzy w tej kategorii biją na głowę największe wodospady. I tak okazuje się, że z 200-stronnicowej książki, najbardziej wartościowe informacje można streścić na 10 kartkach A4. Nawet w tym poście to widać – do tego myślnika zapisałem 1383 znaki, a nie powiedziałem jeszcze nic konkretnego.

Dlaczego?

Tutaj widzę 3 przyczyny:

1) Pisząc swobodnym językiem, całość dużo przyjemniej się czyta

2) Używając barwnych opisów czy anegdot, lepiej zapamiętujemy dane informacje

3) Ciężko określić jednoznacznie co jest „laniem wody”, jeśli piszemy do osób na różnym poziomie zaawansowania

I ten trzeci punkt jest właśnie dla mnie kluczowy. Podczas przerabiania jakichkolwiek materiałów, robię notatki. Zapisuję wszystko, co uznam że może mi się przydać teraz lub w przyszłości, pomijając kwestie tak oczywiste, że nie ma szans, żeby wypadły mi z pamięci.

Na ten moment samych notatek uzbierało mi się już kilkaset stron. Raz na 3-6 miesięcy zamykam się w pokoju i czytam po kolei wszystkie z nich. Na tej podstawie na osobnych kartkach zapisuję sobie najważniejsze elementy, narzędzia i strategie, które przydadzą mi się w najbliższej przyszłości, czyli kolejnych 3-6 miesięcy. Mają to być takie rzeczy, które w tym czasie zdążę wdrożyć.

Następnego dnia ze świeżą głową siadam do notatek, które zrobiłem dzień wcześniej. Analizując je, tworzę konkretny plan działania. Takie działanie uczy pokory – mimo, że wiele rzeczy z tych którymi się zajmuję daje dobre efekty, to nagle okazuje się, że można to robić lepiej.

Najciekawsze jednak jest to, że za kolejne 3-6 miesięcy przejrzę te same notatki, ale zupełnie zmieni się mój punkt widzenia. Najbardziej życiowym przykładem są spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Jeszcze rok temu w swoich analizach zupełnie pomijałem informacje o nich. Mimo to, skrupulatnie zapisywałem ciekawostki na ich temat w swoich notatkach.

Teraz przyszedł czas, że zamieniłem swoją jednoosobową działalność na spółkę z o. o., a do tego dołączyłem do 2 kolejnych spółek i zapisane kiedyś informacje teraz okazują się bezcenne.

Obecnie wiele osób ma więcej czasu (teksty pisany w czasach zarazy), więc polecam wykorzystać go na naukę z dostępnych materiałów. Nie od razu Kraków zbudowano, ale wdrażając małymi etapami przyswajane informacje, z każdym dniem jesteśmy bliżej celu.