o polecaniu innych firm

Poczta pantoflowa

Marketing szeptany ma wielką moc, która nie zawsze jest wykorzystywana. Jeśli szukam agencji reklamowej i mój przyjaciel poleci mi jakąś firmę, to mu zaufam i się do niej odezwę. Jeśli jednak wrzucę post na grupę na Facebooku, to zdecydowana większość osób będzie polecać firmy swoje lub te, od których dostają prowizję.

O ile idzie to w parze z jakością, nie ma w tym nic złego. Chociaż z moich obserwacji wynika, że pytanie o polecenia w mediach społecznościowych do złudzenia przypomina wpisanie tej samej frazy w wyszukiwarkę Google – dużo propozycji, mało konkretów.

Dlatego też nie dziwię się, że wykształca się w nas rodzaj odporności na słowo „polecam”. Osobiście spotkałem się z tym przy polecaniu OC w życiu prywatnym swoim najemcom. W skrócie – taka polisa pozwala pokryć naprawę ewentualnych szkód powstałych w mieszkaniu. Dzięki temu nie ruszamy kaucji ani prywatnych pieniędzy najemców. Jej koszt jest bardzo niski, więc każdy wygrywa.

Z reguły każdy uważał, że to dobry pomysł i bez problemu przyjmował to do wiadomości. Jednak jedna dziewczyna zaczęła mnie od razu wypytywać czyj to pomysł, kto sprzedaje taką polisę, czy coś z tego mam itd. Przedstawiłem jej więc prostą matematykę:

Składka za polisę w wysokości 50 000 zł wynosi 39 zł. Agent towarzystwa ubezpieczeniowego otrzymuje z niej 17% brutto, czyli 6,63 zł. Tą kwotą z agentem dzielimy się 50/50. Jednak on jest VAT-owcem, a ja nie, więc przed podziałem odejmujemy jeszcze 23% VAT-u, którym się nie podzielimy. Zostaje nam 5,10 zł.

Z tej kwoty 2,55 zł dostaje agent i drugie 2,55 zł dostaje moja firma. Dla uproszczenia pomińmy CIT i uznajmy, że kwotę tę wypłacam dla siebie uwzględniając 17-procentowy próg podatkowy.

Na czysto zostaje mi więc 2,12 zł. Ale przecież działam ze wspólnikiem, więc dzielimy się wszystkimi dochodami po równo. Wobec tego na osobę zostaje 1,06 zł. Co ważne – polisa jest wykupowana na rok, więc kolejna prowizja wpłynie za 12 miesięcy.

Oczywiście, przy większej ilości pokoi ta liczba staje się większa, ale dalej nie zbliża się nawet do zysku z głównej działalności. Przykładowo przy 100 pokojach mamy 100 zł rocznie prowizji z ubezpieczenia, gdzie dochód z samego zarządzania pokojami wynosiłby kilkanaście tysięcy złotych.

Najważniejszą kwestią tutaj jednak był czas. Gdybym chciał otrzymywać tę prowizję, musiałbym za każdym razem wysyłać agentowi dane moich najemców, a następnie przesyłać im otrzymaną od agenta polisę. Gdy rezygnuję z prowizji, po prostu wysyłam link do odpowiedniego miejsca i zapominam o sprawie.

 

Księgowy poszukiwany!

Inny przykład to księgowość. Znaleźć osobę lub firmę, która potrafi to robić to cud. Mi się udało to za trzecim razem mimo dosyć dokładnej weryfikacji.

Księgowa nr 1

Otwierając swoją pierwszą działalność, stanąłem przed wyborem osoby, która będzie stać murem między mną a siłami ciemności (US, ZUS, KAS i kilka innych). Wybrałem więc 20 rekordów z wyszukiwarki Google i zacząłem dzwonić.

Nie do końca wiedziałem o co pytać, ale miałem jakieś pojęcie na temat tego ile wystawię miesięcznie faktur oraz czym jest kasa fiskalna. Na 20 firm, 18 podało tylko cenę i nawet nie próbowało sprzedać swojej usługi. Mój zmysł sprzedawcy cierpiał, patrząc na to jakie tu jest pole do popisu i przejęcia rynku. 1 firma mimo udzielenia wszystkich informacji przez telefon powiedziała, że cenę poznam dopiero na osobistym spotkaniu, co z miejsca ją zdyskwalifikowało.

W końcu ostatnia z księgowych poza samym podaniem ceny doradziła mi co w moim przypadku sprawdzi się najlepiej i podała atrakcyjną cenę. Opinie w Google miała również dobre, więc wybór padł na nią.

Efekt 1,5-rocznej współpracy to 1 400 zł zaległości w ZUS-ie oraz 6 800 zł zaległości w urzędzie skarbowym.

Jak do tego doszło?

Cóż, mając księgową skupiałem się tylko na tym, żeby dostarczać jej dokumenty oraz robić przelewy wtedy gdy mi każe to robić. Nie pilnowałem jej bo uwierzyłem, że kto jak kto, ale księgowi muszą mieć wszystko poukładane, a już na pewno mają większy porządek w papierach niż ja.

Wobec tego gdy księgowa nie pisała nic o podatku do zapłaty, to go nie płaciłem. Swego czasu miałem większe koszty niż zyski, więc wydawało się to naturalne. Niestety, księgowa zapominała o tym również mówić gdy podatek zaczął się pojawiać. Dopiero przy składaniu PIT-u wyszły takie „kwiatki”.

Księgowa nr 2

Z Michałem, czyli moim nowym wspólnikiem w Gdańsku, uznaliśmy że najlepiej będzie jak od początku naszej współpracy zaczniemy działać w ramach spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Tej decyzji zupełnie nie żałuję. Michał miał księgową, która dotychczas rozliczała jego jednoosobową działalność gospodarcza (JDG), więc uznałem, że może też prowadzić naszą spółkę.

Jeśli chodzi o prowadzenie spółki, na razie się nie wypowiem bo żadne problemy się nie pojawiły. Jednak samo jej założenie okazało się drogą przez mękę. Nie wchodząc w szczegóły – założenie spółki przez internet wymagało od nas 3 spotkań, podpisania papierowych dokumentów i czekania łącznie 6 tygodni. Dla porównania jak to powinno wyglądać, przeczytaj kolejne akapity.

Księgowy nr 3

Poza spółką z Michałem, potrzebowałem drugiej osobowości prawnej na swoje inne firmy. Działalność zawiesiłem i postanowiłem wypróbować coś innego. Myśli krążyły wokół spółek zagranicznych, ale ostatecznie zdecydowałem się na rodzimą sp. z o. o.

W wyborze księgowego ponownie pomógł Google. Wypisałem kilka rekordów (znacznie mniej niż poprzednio) i zabrałem się za rozmowy. Część księgowych była dość tajemnicza („Oczywiście możemy zrobić to co Pan chce, ale o tym porozmawiamy dopiero po podpisaniu umowy”), a część pomagała od razu na każdym kroku, mimo że nie byłem ich klientem.

Takim kimś był Pan Rafał z firmy Tax Shield. Poza jego przyjaznym usposobieniem, mojego wewnętrznego dusigrosza przekonała oferta założenia spółki za 0 zł, gdzie inni chcieli za to od 1000 zł wzwyż.

Pan Rafał na maile odpowiada w ciągu kilku godzin, a nie kilku dni jak poprzednio. Gdy potrzebowałem kasy fiskalnej, Pan Rafał od razu przekazuje mój telefon do zaufanego sprzedawcy. Nie wysyłam dokumentów mailem – Pan Rafał używa nowszych systemów, gdzie wszystkie faktury są przechowywane w chmurze i są bezpieczne nawet jeśli coś stanie się z moim komputerem. W końcu założenie spółki zajmuje mu 10 dni, a nie 6 tygodni. Natomiast za swoje usługi chce mniej pieniędzy niż księgowa nr 2.

Takich drobnostek jest więcej, ale sumarycznie składają się one w jeden profesjonalny obraz. Niby to co opisuję powinno być normą, ale z racji poprzednich doświadczeń nie sposób cieszyć się, że trafiłem na Pana Rafała.

Z tego wpisu nic nie mam. Tak samo nie posiadam żadnego kodu polecającego. Jednak uważam, że profesjonalistów warto polecać. Jeśli zdecydujesz się skorzystać z usług firmy Tax Shield (https://taxshield.pl/), to na pewno nie pożałujesz. A jeśli do tego napiszesz Panu Rafałowi, że trafiłeś na niego przeze mnie, to każdemu będzie miło.