Nie taki podnajem piękny jak go malują

“Ah, ten dochód pasywny…”

„Ah, ten dochód pasywny” – tak zwykliśmy mawiać ze wspólnikiem przy noszeniu worków z zaprawą czy skręcaniu mebli w świeżo przyjętych mieszkaniach na podnajem, czyli zadaniach, które znacznie odbiegają od myśli o wolności finansowej. O tym dlaczego nie zawsze decydowaliśmy się na zlecanie tych czynności innym napiszę kiedy indziej. Dzisiaj jednak pora na takie historie, przy których każda praca fizyczna wygląda jak urlop.

Historia nr 1 – uparty osioł i jego tłumacz

Gdy wystawiłem ogłoszenia o wynajem pokoi, zaczęły się telefony. W 95% przypadków dzwoniący szukają pokoju dla siebie. Kolejne 4% to rodzice, którzy szukają pokoju dla swoich dzieci. Ostatni 1% to siostrzeńcy, którzy szukają pokoju dla swoich wujków alkoholików, którzy na prezentację pokoju przychodzą pod mocnym wpływem alkoholu (autentyk).

Jednak historia ta zaczyna się inaczej. Zadzwonił do mnie pewien młody pan, który szuka pokoju dla swojego dorosłego kolegi. Tutaj zapaliła mi się pierwsza czerwona lampka – czemu ten kolega nie może sam do mnie zadzwonić? Z racji dalszych wypadków nazwijmy mojego rozmówcę Tłumaczem, a jego kolegę (czyli potencjalnego najemcę) Osłem.

Umówiliśmy się na spotkanie i panowie ponownie przyjechali razem. Całą prezentację rozmawiałem tylko z Tłumaczem. Jednak nie daj się zwieść – Osioł pochodził z Polski i doskonale mówił w tym języku, ale odzywał się tylko wtedy, gdy Tłumacz szturchnął go łokciem.

Samo zachowanie Osła wydawało mi się mocno podejrzane. Po kilkudziesięciu prezentacji pokoi można „wyczuć” ludzi i stwierdzić z bardzo dużym prawdopodobieństwem czy nie będzie z nimi problemów. W tym miejscu zapaliła mi się druga czerwona lampka.

Po rozmowie ze wspólnikiem uznaliśmy, że w takim okresie roku (początek paniki związanej z koronawirusem) nie mamy za dużego wyboru, a facet jest po prostu cichy. Z drugiej strony lepiej żeby był cichy, niż miał każdego dnia urządzać imprezy. Powiedziałem więc mu, że pokój będzie na niego czekał, z racji tego, że umowę mieliśmy podpisać miesiąc później.

Ostatnia czerwona lampka zapaliła się, gdy zaczął do mnie dzwonić tydzień później. Chociaż „dzwonić”, to duże niedopowiedzenie. Normalny człowiek gdy widzi, że dana osoba nie odbiera, odpuszcza lub dzwoni jeszcze raz albo pisze SMS jeśli sprawa jest pilna. Jednak nie nasz potencjalny najemca, który uporem przypominał wspomnianego już osła. Osioł ten dzwonił do skutku – skutkiem było albo odebranie przeze mnie telefonu, albo czasowe zablokowanie jego numeru.

Pierwszy raz takie zdarzenie miało miejsce w niedzielę wielkanocną. Z samego rana widzę, że Osioł do mnie dzwoni. Raz, drugi, trzeci… A to wszystko w ciągu 3 minut. W końcu blokuję numer i wracam do spania. Nie mam w zwyczaju załatwiać spraw zawodowych w niedziele (a zwłaszcza te świąteczne), ale z racji tego uporu oddzwaniam z myślą, że może to coś ważnego.

Tak jednak nie było. Osioł dzwonił tylko po to, żeby się upewnić czy pokój na niego czeka. Potwierdziłem i miałem nadzieję, że problem jest załatwiony. Nie minął tydzień, gdy znowu zostałem zalany falą telefonów. W wolnej chwili oddzwoniłem tylko po to, żeby udzielić tej samej odpowiedzi co ostatnio, na to samo pytanie.

Tydzień później widzę, że Osioł znowu dzwoni. Cały dzień miałem zajęty, więc nie odbierałem telefonów od nikogo, a zwłaszcza od niego. Miałem w planach kolejnego dnia nadrobić wszystkie zaległości. Jednak zanim zdążyłem to zrobić, ujawnił się Tłumacz i poraził mnie swoją elokwencją w SMS-ie. Pozwól, że zachowam oryginalną pisownię:

„Witam kolega dziwni I dzwoni do Pana A pan nawet nie raczy odp jest pan jakims pajacem kolega sie napalil chcial pokoj I co guwno nawet buraku odp nie umiesz”

Cóż, w pierwszej chwili ciężko mi uwierzyć, że istnieją ludzie, którzy tak się komunikują. Odpisałem więc, że mój telefon posiada magiczną funkcję wyświetlania tego kto do mnie dzwoni i że korzystam z niej gdy mam czas na rozmowy. Poinformowałem również, że nie widzę szans na dalszą współpracę i radzę szukać innego pokoju.

Na tę wiadomość otrzymałem już krótszego SMS o treści: „Uwaz gosciu jak Cie spotkam”. Tyle dobrze że „Cię” z dużej litery 🙂 Na to tylko poleciłem zapoznać się z treścią artykułu 190 kodeksu karnego, zablokowałem oba numery i zamknąłem sprawę.

Historia nr 2 – 8 najemców w 1

W poprzedniej historii całe szczęście udało się wyczuć kim jest dana osoba przed podpisaniem umowy. Jednak jak miała pokazać przyszłość, nie zawsze tak się da.

Na oglądanie pokoju zgłosił się młody chłopak z Białorusi, który ma polskie korzenie i mieszka w naszym kraju od kilku lat. Opowiedział mi gdzie pracuje i gdzie się uczy, a na potwierdzenie pokazał wszystkie możliwe dokumenty – od legitymacji studenckiej, przez umowę o pracę, po umowy najmu z poprzednimi właścicielami.

Łącznie teczka z tymi papierami miała ok. centymetra grubości. Lepiej przygotowanego najemcy nie spotkałem nigdy wcześniej ani później. Co więcej, gdy do mieszkania wprowadziły się kolejne 2 osoby, nasz delikwent (nazwijmy go „pan A”) świetnie się z nimi dogadywał. Problemy pojawiły się miesiąc później.

Dostałem SMS od jednej z dziewczyn z informacją, że w mieszkaniu przecieka kran i czy mogę przyjechać. Cóż, nie ma tygodnia, żeby w mieszkaniu nie wypadła jakaś usterka. Z reguły zanim wezwę specjalistę sam sprawdzam czy sprawa jest poważna i czy nie wymaga jedynie przykręcenia śrubki.

Podczas wizyty w mieszkaniu przywitały mnie 2 najemczynie i powiedziały, że chciałyby porozmawiać ze mną o czymś jeszcze. I tutaj zaczęła się lawina nieprzyjemnych historii o Panu A:

– Potrafił wejść komuś do pokoju bez pukania i rzucać dookoła pieniędzmi – akurat wtedy, gdy właścicielka pokoju uczestniczyła w videokonferencji na swojej uczelni.

– Mówił, że ma w głowie 8 osób, z czego jedna jest imprezowa, jedna ma depresję, a jedna potrafi być agresywna.

– Przyznał, że czasem chodzi z tabletem po mieście i się nagrywa, a następnie ogląda te nagrania, żeby sprawdzić co mówiły jego inne osobowości.

– Ubzdurał sobie, że jedna z najemczyń ma być jego żoną. Gdy odmówiła, groził że popełni samobójstwo.

Wszystko to były objawy schizofrenii. Przyznał się do niej i do tego, że odstawił leki w momencie gdy miał lepszy dzień. Co ważne – takie osoby z reguły negują chorobę. Uważają że żaden lekarz nie jest im w stanie pomóc, a leki jedynie pogarszają ich stan zdrowia i samopoczucie, więc je odstawiają.

I teraz dochodzimy do sedna sprawy – zatrzymaj się tutaj na chwilę i zastanów się, co byś zrobił w takiej sytuacji?

Opcja nr 1 – wręczasz delikwentowi wypowiedzenie umowy ze skutkiem natychmiastowym z racji że zagraża życiu i zdrowiu innych współlokatorów. Jaką masz jednak pewność, że w takiej sytuacji nie stanie się agresywny? Albo że następnego dnia nie wróci i nie będzie czekał na klatce na dotychczasowych współlokatorów? Nie wiadomo do czego może być zdolny, skoro nie dostał czasu na znalezienie mieszkania.

Opcja nr 2 – to samo co powyżej, ale z 7 dniowym okresem wypowiedzenia. Niby tutaj dajemy tej osobie czas na znalezienie nowego lokum, ale przez tydzień nastrój może zmienić jej się kilkanaście razy i ponownie jest to opcja ryzykowna dla lokatorów. Dopóki on nie wie, że zostałem poinformowany o całej sytuacji, jest spokojnie.

Opcja nr 3 – zgłaszamy sprawę na policję. I ja głupi myślałem, że tu otrzymam pomoc. Nic bardziej mylnego. Policji to nie interesuje, dopóki osoba nie jest agresywna. Odpowiedzialność została przerzucona gdzie tylko się dało i usłyszałem, żeby zadzwonić do szpitala psychiatrycznego, a najlepiej to gdybym wynajął firmę ochroniarską i oni by się tym zajęli (autentyk).

Opcja nr 4 – dzwonię na infolinię pogotowia psychiatrycznego i opisuję sytuację. Pani na infolinii mówi jednak, że nie widzi tu podstaw do przyjazdu, mimo jawnego zagrożenia życia pacjenta i osób w jego otoczeniu, co podkreślam 3 razy podczas rozmowy. Dostaję radę, żeby umówić pana A do psychiatry, który zadecyduje o leczeniu. Drobna uwaga – gdyby pan A chciał się leczyć, to nie pisałbym tego wpisu.

Opcja nr 5 – ostatnia deska ratunku. Gdy pan A pojawi się w domu i zacznie się podejrzanie zachowywać, najemczynie mają od razu dzwonić pod 112. Na mocy artykułu 23. ustawy o ochronie zdrowia psychicznego, taka osoba może zostać zabrana na przymusowe leczenie. Kto mi o tym powiedział? Koleżanka po fachu, która miała ten sam problem. Na próżno jednak szukać pomocy u policji czy pogotowia psychiatrycznego…

Koniec końców historia skończyła się tak, że pan A podczas lepszego dnia powiedział współlokatorce, że potrzebuje pomocy i że zgodzi się jechać do lekarza. Tam jednak pojawiła się dalsza część problemów. Od lekarza, który broni się przed przyjęciem jakiegokolwiek nowego pacjenta, po panie z oddziału, które zasłaniając się RODO mówią, że nie przyjmą rzeczy przywiezionych przeze mnie, bo w ogóle nie mogą mi powiedzieć czy dany pacjent u nich przebywa.

Wnioski

Wynajem mieszkania to statystyka. Mogę sprawdzić gdzie dana osoba pracuje, gdzie mieszkała wcześniej, dlaczego się wyprowadziła itd. Nie ma jednak szans wyczuć choroby psychicznej, jeśli dana osoba bierze leki.

Ten wpis umieszczam ku przestrodze i ostudzeniu zapału, że wynajem czy podnajem nieruchomości to sam miód, mleko, dochodów pasywny  i drinki z palemką. Jest to biznes jak każdy inny, który tak samo jest obarczony ryzykiem. W innych wpisach opowiem też o przygodach kolegów po fachu i opiszę ich równie bujne historie.