Jak kupujesz produkty?

Jak ocenić sprzedawcę?

Kilka dni temu wraz ze wspólnikiem jako agencja reklamowa negocjowaliśmy warunki współpracy z nowym klientem. Przy tej okazji wywiązała się pomiędzy nami ciekawa dyskusja na temat tego jak wybrać rzetelną firmę do współpracy.

Zanim przejdziemy dalej, zastanów się jak wygląda to u Ciebie. Czy pytasz klientów dlaczego akurat Ciebie wybrali? Kupując produkty lub usługi czym się kierujesz? Jak sprawdzasz tych, którym masz zapłacić?

Jeszcze kilka lat temu sprawa była prosta – gdy ktoś miał dobre referencje, to znaczyło że jest dobry. Teraz jednak sytuacja jest znacznie trudniejsza. W internecie każdego dnia widzę ludzi jeżdżących wypożyczonymi autami, którzy w cudzych apartamentach pokazują zdjęcia z zagranicznych wakacji i mówią jakie to ich życie jest piękne.

Samo to zupełnie mnie nie rusza. Martwi mnie natomiast to, że przez takie osoby jak powyżej ciężko ocenić dobrych szkoleniowców czy, ogólnie mówiąc, ludzi do współpracy. Drogie gadżety można wypożyczyć, referencje można podrobić albo kupić, ale zadowolenia klienta już nie. Działa zasada jak w starych warsztatach samochodowych – „Gwarancja do bramy, a potem się nie znamy.”

Festiwal absurdów

Gdybym miał wymienić najbardziej absurdalne sytuacje jakie widziałem w tym temacie, to podałbym poniższe 3:

1) Reklamy ze zdjęciami z zagranicznych wakacji. Super że ktoś wyjechał do ładnego miejsca, ale naprawdę nie jest to wyznacznik tego, że ktoś zna się na tym co reklamuje. Tym bardziej, że 40 kreacji reklamowych zawiera 40 różnych zdjęć, ale z tego samego miejsca.

Przykładem jest jeden pan, który na każdym takim zdjęciu ma w tle Burj Khalifa i pisze, że zaprosili go tam klienci, a on sam wydał na reklamy ponad milion złotych. Na pytanie jakie firmy prowadził nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Za to profil tego pana dumnie świeci ilością lajków. Zebrał ich całe 644…

2) Opinie w zamian za produkt. Ponownie, można zrobić to dobrze, ale – jak się okazuje – nie trzeba. Jeśli kupuję samochód i po miesiącu zadzwoni do mnie sprzedawca z propozycją, że dorzuci mi zimowe opony gratis, jeżeli wystawię opinię o tym aucie to super, pewnie skorzystam. Natomiast jeśli miałbym wystawić opinię o jego zimowych oponach ZANIM je dostanę, to gdzie tu logika?

A jednak, widziałem sytuacje w których szkoleniowcy proponują jakiś swój kurs w zamian za udzielenie na jego temat referencji na Facebooku – oczywiście przed jego obejrzeniem…

3) Usuwanie merytorycznych komentarzy, prowadzących do dyskusji. Akcja dzieje się na fanpage’u pewnego MLM-owca (a dokładniej dziwnej odmiany MLM-u). Widząc ewidentne mankamenty w jego opisie tego biznesu, zadałem kilka pytań dotyczących nagranego przez tego pana materiału. Merytorycznej odpowiedzi nie dostałem. Zamiast tego zostałem usunięty z grona znajomych na Facebooku oraz poczęstowany wiadomością mówiącą żebym brudził na swoim podwórku.

Jeżeli ktoś jest w stosunku do mnie wulgarny i publicznie mnie obraża, nie mam żadnych oporów przed zablokowaniem takiej osoby. Jednak jeśli ktoś rozpoczyna dyskusję, to się cieszę nawet jeśli ma inny punkt widzenia. Otwiera to furtkę do merytorycznego odpowiedzenia na stawiane zarzuty. 1 osoba napisze to, co ma na myśli 10 innych. Jeśli więc rozwieję jej wątpliwości co do mojego produktu, to automatycznie rozbijam obiekcję innych.

Oczywiście jeśli produkt jest wadliwy i dana osoba o tym wie, to łatwiej usunąć komentarz. Jednak i to się da poznać, gdy pod danym postem nie ma żadnego komentarza, a jest mnóstwo reakcji „Wrrr” czy „Ha ha” – tego już się nie da usunąć.

Patologii jest dużo na każdym kroku. Sam zobaczyłem jak działa to w agencjach reklamowych, więc o tym jak niektóre z nich naciągają klientów napiszę w osobnym wpisie.